Duet tworzący muzykę z pogranicza lo-fi elektroniki i r’n’b już od jakiegoś czasu dzieli się z publicznością swoimi osobliwymi utworami. W ich melodyjnych kompozycjach na próżno szukać zarówno zbędnego efekciarstwa, jak i echa nużących rozwiązań brzmieniowych. „Może” to najnowszy, drugi singiel promujący debiutancki album muzyków.

Zapytaliśmy twórców Ala Zastary o ich nadchodzącą płytę, porozmawialiśmy też o różnych odmianach sukcesu. 
 

 

Mimo że jesteście jeszcze przed premierą debiutanckiego krążka, medialnie wasz wizerunek został już określony. Przedstawiacie się jako piosenkowa para, co zgodnie powtarzają po was krytycy i słuchacze. To etykietujące określenie, ale zależne zapewne od tego, kto w jaki sposób definiuje sobie piosenkę. Czym jest dla was piosenkowość utworu?

Alicja Boratyn: Dla mnie ważne w robieniu piosenki jest to, żeby była chwytliwa, żeby można było ją zapamiętać i aby słuchanie i śpiewanie jej sprawiało przyjemność. Połączenie piosenki i pary w naszym przypadku wynika stąd, że chcieliśmy zaznaczyć, że żyjemy na co dzień razem i razem tworzymy. Myślę, że to słychać i widać w tym, co robimy, mimo że staramy się w piosenkach za bardzo nie obnosić z naszą prywatnością.

Kuba Sikora: Piosenka to dla mnie przede wszystkim utwór słowno-muzyczny, mający jakąś strukturę z powtarzalnymi elementami. To nie znaczy, że w piosence zawsze musi być mostek czy refren. To nie znaczy też, że refren, jeśli występuje, musi być najbardziej nośnym fragmentem piosenki. Oczywiście piosenka na podstawowym muzycznym poziomie operuje melodią, harmonią, rytmem. To wszystko to bardzo ogólne rzeczy, które odróżniają ją od na przykład, muzyki techno, rapu, ambientu czy muzyki filmowej – czyli form, którymi się nie zajmuję. Na pewnym etapie życia uznałem, że potrzebuję zdefiniowania, bo jako słuchacza interesuje mnie bardzo dużo różnych rzeczy. Stąd wzięły się u mnie piosenki, jako jakieś ograniczenie. Postanowiłem, że właśnie tym się zajmę.

Chwytliwość, harmonia, melodia, rytm – to rzeczy, które zafascynowały was wcześniej w muzyce innych, czy odkryliście ich właściwe dla was działanie pracując ze sobą?

Alicja: Zawsze zwracałam na to uwagę, ale dopiero przy współpracy z Kubą odkryłam jak ważną rolę odgrywa harmonia i, że każdy dźwięk ma swoje uzasadnienie. Zaczęłam słuchać muzyki bardziej całościowo, a nie skupiać się tylko na wokalu czy poszczególnych motywach.

Ostatnio zapowiedzieliście, że materiał, który złoży się na wasz pierwszy album, będzie odbiegał od tego, co zaprezentowaliście do tej pory. Zastanawiam się na ile ta definicja piosenkowej pary będzie nadal aktualna.

Kuba: W zbiorze utworów, który wybraliśmy na płytę w dalszym ciągu przeważają piosenki, ale nie zawsze o tradycyjnej strukturze. To jednak nadal utwory, które robiliśmy we dwójkę, może poza jednym wyjątkiem, w którym pojawia się saksofon. Jeśli ktoś słyszy w „Ciemną nocą” jakiś zwrot stylistyczny, to myślę, że on będzie dla niego odczuwalny też na płycie. Natomiast nie zaczniemy nagle grać na zupełnie innych instrumentach. To nadal jest elektroniczny pop oparty na syntezatorach, gitarach, języku polskim i tym wszystkim, co porusza nas w muzyce, jednak z subtelnymi różnicami w… barwach i odcieniach. Nowe utwory mają bardziej przygnębiający nastrój niż piosenki, które opublikowaliśmy wcześniej. Dlatego też postanowiliśmy, że nie będziemy umieszczać wcześniejszych singli na albumie.

Alicja: Myślę, że na tę zmianę duży wpływ miał miks, który zrobiliśmy z Marcinem Staniszewskim. Wniósł coś, czego nie planowaliśmy.

Jesienne koncerty miały być znaczącą weryfikacją tego, co przygotowaliście na nadchodzącą płytę. Jak wypadły one pod tym względem?

Kuba: Pod względem wykonania utworów i tego, jak brzmią na żywo, jesteśmy zadowoleni. Wydaje mi się, że udało nam się znaleźć coś, czego szukaliśmy. To jest moment w którym aranżacje, brzmienie i strona wizualna zaczęły działać, czujemy je. Są też pozytywnie odbierane.

Alicja: Utwierdziliśmy się w tym, że materiał na płytę sprawdza się na koncertach.

Kuba: Że można go zagrać. Przez długi czas nie byliśmy o tym przekonani. Na pewnym etapie to jest muzyka mocno w głowie albo w komputerze. Kiedy tworzysz w zespole, grając z różnymi osobami na instrumentach, to już przed nagraniami możesz mniej więcej wyczuć czy muzyka działa czy nie. Kiedy robisz ją na komputerze, to ten proces jest dużo bardziej introwertyczny. Nie byliśmy do końca przekonani, czy to, co stworzyliśmy zadziała. Okazało się, że jest fajnie. Materiał, który nagraliśmy różni się od tego, co gramy na żywo. Na koncertach czasem dzieje się coś nieprzewidywalnego, co zaskakuje nawet nas.

Możecie więc powiedzieć, że udało wam się wypracować jakiś swój sposób na piosenkę? Jeśli tak, to zapewne jest on różny od tych, które stosowaliście w innych zespołach, chociażby New People, w którym udowodniliście świetne poczucie piosenki.

Alicja: Sposób, w jaki pracowaliśmy w New People, różni się od tego, jak pracujemy w duecie. W naszym przypadku zazwyczaj wygląda to tak, że Kuba komponuje większość utworów, a ja wymyślam swoje partie wokalne. Tekstowo zdarza nam się wymieniać – ja dopisuję tekst do fragmentu piosenki Kuby albo na odwrót. Przebiega to płynnie. W New People działaliśmy bardziej kolektywnie, wiele partii powstawało na próbach.

Kuba: Szkice, które przynosiłem dla New People były później aranżowane w całej grupie, chociaż kierujemy się niepisaną zasadą, że autor szkicu jest też w pewnym sensie dyrektorem swojej piosenki, dlatego do ostatniego momentu – aż do miksu  – czuwa nad nią i podejmuje kluczowe, ostateczne decyzje. Jeśli więc ktoś ma jakąś wizję, to dostaje możliwość przeprowadzenia jej do samego końca. Tylko, że w New People piosenki są wykonywane przez liczny zespół, wskutek czego jest dużo więcej pola do twórczej zmiany. Na przykład, gdy przynoszę partię dla Piotrka (Piechoty – przyp. red.), to on ma swoją wiedzę, wyczucie, umiejętności i pomysły. W naszym przypadku to jest muzyka, która powstaje w dużo większym stopniu na komputerze, więc wierniej odzwierciedla pierwotny zamysł.

Alicja: Nie mamy wypracowanego jednego systemu.

Kuba: Nie ma systemu, chociaż na pewno takie reguły jak w New People są porządkujące i też nam pomagają.

Poza New People oboje braliście też udział w innych projektach, byliście członkami już wielu zespołów. Co spośród tych wszystkich muzycznych doświadczeń dało wam, jako artystom, Ala Zastary?

Alicja: Mi dało bardzo dużo. Poznanie Kuby – jego sposobu tworzenia, tego czego słucha – bardzo mnie otworzyło. Wcześniej muzycznie miałam zawężone zainteresowania. Rzeczy, które odkrywamy i których słuchamy  razem,  kiedyś oceniłabym bardzo powierzchownie. A więc nasza współpraca otworzyła mnie na poszukiwanie nowej muzyki, eksperyment i spojrzenie na popową muzykę z szerszej perspektywy.

Kuba: Ja nie potrafię jeszcze powiedzieć, co dał mi nasz duet, bo to wszystko dzieje się teraz i ciężko jest mi się do tego zdystansować. Ala Zastary na pewno przyniosło bardzo dużo nowych doświadczeń, bo po raz pierwszy zrobiliśmy całą płytę po polsku. Nagraliśmy około 20 piosenek, 10 z nich wybraliśmy na płytę. Nigdy wcześniej nie miałem możliwości współpracy z tak świetną wokalistką. Ala ma duży melodyczny wpływ na nasze utwory. Bardzo często szkice zaczynają się od prostego fragmentu, a ona dostosowuje go sobie do swojej wizji – to sytuacja, w której ja czasem mogę nie robić zbyt wiele, wiedząc, że Ala na pewno odbije się od szkicu i wymyśli coś fajnego. Podobnie jest z tekstami. Dużo łatwiej było złożyć całą płytę w takim składzie, wcześniej nie wyobrażałem sobie, żebym sam skompletował pełen zestaw piosenek po polsku, z którego byłbym zadowolony. Chociaż wierzę, że w przyszłości to może jeszcze się zdarzyć, wierzę, że to jest jakaś droga. Bardzo dużo jest tych doświadczeń związanych z Ala Zastary. Pewnie łatwiej byłoby mi powiedzieć, dlaczego chciałem, żeby ten duet zaistniał, niż ocenić go jako pole doświadczeń. Łatwiej mówić o rzeczach, które są minione.

 

 

Czemu więc chciałeś, żeby powstało Ala Zastary? Chciałeś mieć większą autonomię niż w poprzednich składach?

Kuba: Większa autonomia to na pewno był jeden z powodów. Oprócz tego zawsze interesowała mnie muzyka elektroniczna i chciałem się sprawdzić w dłuższej formie niż epka czy pojedyncze utwory. Miałem też poczucie, że jest coś fajnego w graniu z komputerem. Chociaż jest wielu muzyków, których bardzo cenię i szanuję, którzy mają zupełnie przeciwny pogląd na ten temat – uważają, że granie z komputerem zabija ducha i spontaniczność. Po koncertach, które już zagraliśmy, rozumiem o co może im chodzić. Nadal jednak uważam, że to jest bardzo fajne. Możliwości i kontrola, którą komputer daje na scenie – miks zsynchronizowany z wideo, bogactwo instrumentów i brzmień, które można stosować w trakcie koncertu – są świetne. I to już przy możliwościach sprzętowych, które mamy teraz.

A co się traci, kiedy gra się z komputerem?

Kuba: Jest dużo większy rygor, który trudniej rozluźnić.

Alicja: Jesteśmy zdani na procesor, na niepewność czy wszystko odpali się wtedy, kiedy będziemy chcieli.

Kuba: Kiedy graliśmy koncerty z New People, czy kiedy ja grałem z Krabami (Crab Invasion – przyp. red.), to w każdej chwili za pomocą szybkiej komunikacji wzrokowej, mogliśmy utwór w dowolny sposób wydłużyć, skrócić, nadać mu inny ton. Można było budować dramaturgię piosenki na żywo, więcej improwizować. Tym bardziej po kilku latach grania prób i koncertów. W Ala Zastary dysponujemy pewną formą, która jest skończona i trwa określony czas. Wszelkich zmian na żywo dokonujemy w jej obrębie.

Album, który wydacie zapewne trafi na pojemną półkę z muzyką alternatywną. Dzisiaj twórcom muzyki określanej jako alternatywna, udaje się osiągać coraz większe sukcesy, nawet komercyjne, również w najpopularniejszych stacjach radiowych. To jest dla was motywacją?

Alicja: Pewnie, że nas to motywuje. To jest super, że wykonawcom alternatywnym udaje się grać coraz większe koncerty, zapełniać wielkie sceny czy stadiony. Myślę, że to wynika też z tego, że jest coraz wyższy poziom i poprzeczka stawiana jest coraz wyżej.

Kuba: Ja mam do tego trochę ambiwalentny stosunek. Oczywiście cieszę się z tego, że jest tak wielu odbiorców polskiej muzyki, i że ona dobrze brzmi – to słychać i ciężko jest temu zaprzeczyć. Pamiętam jak zaczynałem grać z Crab Invasion i robiliśmy rozeznanie – co gra się teraz w Polsce? W momencie, w którym zaczynaliśmy nie byłem za bardzo świadomy tego, jakie są inne nowe zespoły w naszym kraju i jak grają. Oczywiście były grupy, które uwielbiałem, jak chociażby Muchy czy The Car Is On Fire. To była jednak gitarowa muzyka alternatywna, wydaje mi się, że było niewiele dobrego polskiego alternatywnego popu. Dzisiaj jest go coraz więcej, coraz częściej artyści śpiewają po polsku i to jest super. Mam jednak świadomość, że większość osób, słucha kilku wykonawców, którzy są na “wyciągnięcie palca” – muzyków, którzy mają super promocję, grają na dużych scenach i mają większe nakłady finansowe. Tworzy się też długi ogon wykonawców, którzy są mniej rozpoznawalni. My nie wydaliśmy jeszcze płyty, więc na pewno wiele pracy przed nami. Nie chcę narzekać, ale widzę tendencję, że ludzie na ogół potrzebują dużych gwiazd. Pomijając zajawkowiczów, którzy są mocno zainteresowani muzyką, śledzą co się dzieje, “diggują”. Łatwiej jest zapamiętać kilka piosenek znanych artystów niż szukać czy na bieżąco śledzić kilkadziesiąt zespołów, które regularnie publikują fajną muzykę i obserwować co się u nich dzieje. Na ogół ludzie nie mają na to czasu, wiedzy i potrzeby to jest wielka szkoda. Mogłoby być inaczej.

Alicja: Myślimy o Ala Zastary bardzo długoterminowo, staramy się skupiać też na tym, co może wydarzyć się w przyszłości, na przykład zaczynamy już rozmawiać o kolejnej płycie. Patrzymy dalej i mam nadzieję, że nie skończy się to tak, jak w przypadku naszych poprzednich projektów, które się rozpadały. Myślę, że w końcu, konsekwentnie i cierpliwe, uda się nam doczłapać do tego trzonu polskiej alternatywy, która osiąga mainstreamowy sukces.

Co jeszcze motywuje was w waszej pracy?

Kuba: Ja uwielbiam po prostu grać koncerty. Samo publikowanie muzyki w Internecie nie jest dla mnie aż tak satysfakcjonujące, jak chociażby garstka ludzi, która przychodzi na koncert, dla której gramy drugi i trzeci bis. To jest świetne uczucie, nieporównywalne z niczym innym.

Alicja: Najbardziej motywuje mnie to, co się dzieje. To, że nasze działanie jest coraz bardziej możliwe, że ludzie chcą słuchać dobrej muzyki. Być może, tak jak powiedział Kuba, ludzie nie mają czasu, żeby drążyć i grzebać, przez co do wielu z nich nasza muzyka nie dociera. Fajnie byłoby więc, gdyby powstawało coraz więcej platform, przestrzeni, które promują młodą muzykę.

Kuba: Warto powiedzieć, że czegoś takiego prawie nie ma. Wytwórnie, kluby i organizatorzy czekają aż pojawi się ktoś, kto już jest duży i sam się wyprzeda. To jest oczywiście całkowicie zrozumiałe. Mało jest ludzi, którzy angażują się oddolnie w tworzenie polskiej sceny muzycznej. Są grupki osób w różnych miastach, którym zależy i które robią coś w tym kierunku.

Alicja: Nikt za bardzo nie chce zaryzykować. Większość działa schematycznie i bezpiecznie.

Kuba: Mało kto zaryzykuje zaangażowaniem debiutanta czy małego zespołu. Tym bardziej jesteśmy wdzięczni Tomkowi Waśko, który zajawił się nami – za szansę zagrania tutaj w CK Zamku. Byliśmy po wydaniu dwóch piosenek, a wystąpiliśmy na głównej (i to jakiej!) scenie. To się nie zdarza. Mam świadomość tego, że to było wielkie szczęście.

Alicja: Brakuje więcej takich odważnych ludzi jak Tomek Waśko, którzy są na bieżąco. Jeśli im się coś podoba i mają taką możliwość, to dają  szansę mniej znanym zespołom.

Mówicie teraz o trudnościach, jakie pojawiają się na waszej drodze. Zastanawia mnie na ile na was, jako młodych ludzi, którzy postanowili, że poświęcą się pracy w muzyce, wpływ ma to, co dzieje się ostatnio wokół dziedziny kultury w naszym kraju. Mogłoby się wydawać, że ze strony politycznej nastroje w tym obszarze bywają rozczarowujące – zawiązuje się ruch Kultura Niepodległa, dochodzi do oprotestowywania niektórych działań władzy, a ze strony wybranych polityków do pewnego rodzaju krępowania twórców i odbierania ich, bardzo często wartościowym, utworom zdobytej uwagi.

Kuba: Bezpośrednio to nie ma na nas wpływu – nie jesteśmy związani z żadną instytucją. Ale to jest irytujące. Miałem taki okres w życiu – trzy, cztery lata temu, w którym uznałem, że nie będę interesował się polityką i życiem publicznym. Pozbyłem się telewizora, wyłączyłem portale i żyło mi się faktycznie lepiej, świat wydawał się dużo jaśniejszy. Ale późniejszy powrót do obiegu informacji był tym bardziej bolesny. Uznałem, że nie chcę się całkiem odcinać. Myślę, że dotyka to nas w takim stopniu, jak każdego odbiorcę kultury, czy każdego, kto żyje w Polsce i nie jest mu obojętna.

Z drugiej strony jako twórcy jesteśmy zauważani i doceniani na świecie, co miewa swoje pozytywne konsekwencje. Ostatnim przykładem jest Nobel literacki dla Olgi Tokarczuk, który napędził w kraju sprzedaż jej książek. Wcześniej ogromny, niejednokrotny sukces w Stanach Zjednoczonych odniósł Paweł Pawlikowski i jego ekipa. To daje poczucie, że wzrastamy. Za pewne też motywuje.

Kuba: To jest bardzo pozytywne. Oczywiście, jak ktoś powiedział, każdy laureat Nobla idzie w szeregu z rzeszą nie-laureatów Nobla. Na pewno jest wiele osób, które też zasługują na uwagę poza Olgą Tokarczuk. Fajnie, że ludzie weszli w obieg kultury silniej, że poczuli bodziec z zewnątrz, jeszcze fajniej byłoby gdyby po przeczytaniu tych wszystkich wyprzedanych książek Olgi Tokarczuk…

Alicja: Po przeczytaniu, nie tylko kupieniu…

Kuba: …ludzie sięgnęli po książki innych pisarzy. To byłoby pewnie najlepsze.

Chcę pozostać przy temacie sukcesu. Mówiliśmy przed chwilą o perspektywie waszej przyszłości, ale ty Alicja masz już na swoim koncie duży sukces, który udało ci się odnieść śpiewając w zespole Blog 27. W jaki sposób czerpiesz teraz z tego, co wydarzyło się w przeszłości?

Alicja: Dzięki Blogowi zdobyłam rozpoznawalność, dzięki której chcę cały czas robić muzykę. Po odejściu z zespołu próbowałam odciąć się od sukcesu Blog 27, udać, że tego nie było i zrobić coś na własną rękę. Z perspektywy czasu myślę, że może niepotrzebnie, ale dzięki temu spróbowałam różnych rzeczy, nie tylko muzycznych. Po czasie oczywiście bardzo doceniam tę przygodę. Aktualnie nie powiedziałabym, że jest mi dzięki temu łatwiej, i  że Blog 27 coś mi ułatwił. Po raz kolejny startuję z pułapu debiutanta.

Kuba: Jest dużo osób w Polsce, które kojarzą Cię z Blog 27 w zupełnie naturalny sposób. Ale to nie jest tak, że my robiąc muzykę się nad tym zastanawiamy. To jest po prostu gdzieś z tyłu głowy i co jakiś czas daje o sobie znać – jak fani, którzy piszą do Ciebie z prośbą o autograf.

Kończąc, nie mogę nie zapytać was o Poznań i związane z nim koncertowe wspomnienia.

Alicja: Moje pierwsze doświadczenia z Poznaniem to właśnie Spring Break. Najpierw z New People, potem z naszym duetem. Zagraliśmy też jeszcze super koncert z New People w Meskalinie. Wydaje mi się, że mamy tutaj swoich odbiorców.

Kuba: Ja mam same dobre koncertowe doświadczenia z Poznaniem. Wydaje mi się, że to pod tym względem drugie a czasem nawet pierwsze miejsce dla nas. Poznań i Warszawa to miasta, w których najfajniej gra się koncerty. Mam poczucie, że tu jest najwięcej ludzi, którzy nas znają, interesują się tym, co robimy i mają chęć przyjść na koncert. Miałem tak ze wszystkimi zespołami, również z Crab Invasion, na Spring Breaku i w Meskalinie. Z resztą, Meskalina jest super miejscem. Gdyby było więcej takich klubów w Polsce, nasza scena muzyczna na pewno wyglądałaby inaczej.

Nie pozostaje nic innego, jak oczekiwać na wasz pierwszy album. Jak będziecie wspominać pracę nad nim?

Alicja: Był to ciekawy okres, który rozciągnął się na dwa lata. W tym czasie się poznawaliśmy i myślę, że wspólnie stawialiśmy sobie fundamentalne pytania, które zawarliśmy w tekstach.

Kuba: Bardzo długo to trwało. Mieliśmy krótkie okresy intensywnej pracy, a później okresy zapominania o tym. Biorąc pod uwagę, że na przykład takie „Bibeloty” są utworem, który znajdzie się na płycie, to faktycznie niektóre z nich mają dość długą historię. Ja te wszystkie rzeczy wspominam dobrze.

Alicja: Ta płyta to jest kwintesencja naszej współpracy, zachowaliśmy na niej różne etapy.

Kuba: Chociaż tylko my o nich wiemy. Część tych historii jest tylko w naszych głowach. Dla kogoś, kto wsłucha się w tę muzykę, może mieć ona zupełnie inną postać.

 

 

Zdjęcie: Materiał prasowy