Jesteś aktualnie w trasie, która właściwie powoli się kończy. W jednym z utworów mówisz ,,sprzedaję emocje”. Jak do tej pory został przyjęty twój materiał, jakie reakcje sprzedaje Ci publiczność?

Jeśli chodzi o tę sprzedaż, to jednak jest to bardziej wymiana. Dzielę się swoimi emocjami i przemyśleniami z publicznością i czasem zastanawiam się, czy momentami nie idzie to za daleko. Ale z drugiej strony, jest to raczej układ fair, ponieważ ludzie kupują bilety na jakieś wydarzenie właśnie dla emocji, a artysta robi wszystko, aby na to odpowiedzieć. Poza tą sferą konsumpcyjną jest też pierwiastek emocjonalny. Zawsze mam ze sobą scenografię, która składa się z patchworkowych tkanin z napisami. Przed którymś z koncertów jedna z tkanin spadła, ale zauważyłam to dopiero po wejściu na scenę. Musiałam ją zatem zawiesić z powrotem, tym bardziej, że było tam moje sztandarowe hasło: „Delikatność dla obrony”. Pomógł mi w tym jeden z widzów. I dzięki tej nietypowej sytuacji nawiązała się między nami taka mini więź. I to było wspaniałe. Koncerty to są rytuały, dzięki którym ma szansę zaistnieć, choć przez chwilę, jakaś wspólnota.

Grałaś na kilku festiwalach, m.in. z Gangiem Śródmieście na Open’erze. Jakie masz odczucia w stosunku do grania koncertów klubowych w porównaniu do festiwalowych? 

Gang Śródmieście jest młodszym projektem niż moja solowa działalność i porusza dość konkretną tematykę. A mój solowy projekt jest workiem bez dna. Uważam, że festiwale pomagają przyciągnąć nowych słuchaczy, a na koncerty klubowe raczej przychodzą ludzie, którzy zwykle znają już dany projekt. Nic dwa razy nie zdarza i każdy koncert jest inny, niezależnie od miejsca, w którym się gra. Gdzieś trzeba włożyć więcej wysiłku w przełamanie lodów, a gdzie indziej nawiązanie kontaktu z publicznością przychodzi łatwo.

Nie da się ukryć, że inspirujesz się sytuacjami życia codziennego. Czy jest coś lub ktoś jeszcze, kto daje Ci inspirację i motywację do dalszego działania?

Na pewno coraz bardziej intrygują mnie postaci i muzyka ze świata, po prostu. Nie mam jednej upatrzonej ikony. Najbardziej inspiruje mnie też przestrzeń, w której żyję, współczesność oraz środowisko LGBT, drag queen, często inspiracją i motorem do działania są moi bliscy. A także publiczność, bo bez odbiorców motywacja mogłaby być trochę kulawa.

Na ostatnim albumie czuć większą swobodę, teksty są odważniejsze. Moją uwagę szczególnie przyciągnął utwór Księżniczkowisko. Przypomina mi o całej farsie, gdzie każdy próbuje się każdemu przypodobać. Jakich refleksji oczekujesz od swoich odbiorców? Co szczególnie chciałabyś im przekazać?
Nie chcę im niczego narzucać. „Solarium 2.0” jest zupełnie inna od „Córki”, bo odważyłam się na dużo więcej. Nie napisałam jej sama, wsparł mnie Michał Walczak, więc to też na pewno wpływa na jej kształt i odbiór. Tak naprawdę dopiero na koncertach widzę, czy i jak moje piosenki działają. Widzę, że ludzie po koncercie są „zenergetyzowani” i szczęśliwi, bardzo żywo reagują, otwierają się, są chętni do rozmowy. I o to właśnie mi chodzi. O wyrażanie emocji. Ja sobie na coś pozwalam i wy też możecie sobie na coś pozwolić.

Czego zabrakło na pierwszym albumie, a co jest na albumie Solarium 2.0? Lub może jest na odwrót?

Odczuwam dużą empatię w stosunku do tego, co robię i, choć to pewnie mało oryginalne, ale traktuję nagrane płyty jak własne dzieci. Nawet, jeśli chciałabym je wychować inaczej, albo myślę sobie, że mogłyby mieć inną cechę czy inny kolor włosów, to szanuję je takimi, jakie są. Natomiast to czego mi brakuje, co dostrzegam po czasie, jest dla mnie w pewnym sensie źródłem wiedzy o mnie samej i staram się to traktować jako inspirację na przyszłość.

Myślę że twoja twórczość jest szczególnie dedykowana kobietom. Czy masz jakieś marzenie, dedykowane dla nich wszystkich?

To trochę zabawne, ale na większości moich koncertów przeważają mężczyźni (śmiech). Wcale nie kieruję piosenek tylko do kobiet, opowiadam o swoim świecie, ale być może kody z piosenek bardziej trafiają do kobiet. Ale z drugiej strony, i wydaje mi się to dosyć ważne, jestem ciekawa świata kobiet z perspektywy mężczyzny. Uważam, że „Solarium 2.0” jest płytą unisex i chciałabym, aby taka była cała moja twórczość. Co ciekawe, na koncerty czasem przychodzą też małe dziewczynki i wtedy się dziwię, mam mieszane uczucia, staram się być wtedy ostrożniejsza, bo bardzo mi na nich mi zależy. Można im więcej przekazać, są bardziej chłonne na informacje.

Chciałabym też spytać o twoją przyszłość. Co dalej po zakończonej trasie?

Pierwsza część, zimowa, za chwilę się skończy, ale w nowym roku będzie kontynuowana. Jest wiele miast, w których ani razu nie grałam, więc jest dużo szczytów do zdobycia.

Już 5 grudnia wystąpisz w Poznaniu. Czy chciałabyś coś przekazać swoim tutejszym fanom?

Oprócz tego, że Poznań to miasto doznań i mam nadzieję, że mnie nie zawiedzie? Że ja też nie zawiodę.